Relacja z wyprawy na falę

W dniach 1-4 grudnia 2011 grupa pilotów naszego aeroklubu w skladzie: Lech Wolosowicz, Remigiusz Gwiazda, Waldemar Królikowski, zorganizowala wyjazd do czeskiego aeroklubu Jesenik. Celem wyprawy bylo wykonanie lotów na fale i próba zdobycia warunków wysokosciowych do odznaki szybowcowej. W efekcie udalo sie zdobyc dwa warunki, jeden za przewyzszenie 5000 m (Lech Wolosowicz) a drugi za przewyzszenie 3000 m (Waldemar Królikowski). Naszym kolegom gratulujemy osiagnietych wyników a wszystkich pilotów zachecamy do organizacji podobnych wyjazdów w przyszlosci.

Po przybyciu na lotnisko aeroklubu Jesenik w czwartkowy wieczór, silny wiatr i niewielkie pokrycie nieba przez chmury zapowiadały dobre warunki lotne na następny dzień. I rzeczywiście  od piątkowego świtu 2 grudnia czekały na pasie gotowe do startu szybowce z Czech, Niemiec, Węgier i Polski. Wiatr rzędu kilkunastu metrów na sekundę i utrzymujące się na niebie chmury soczewkowe oraz rotorowe zachęcały do szybkiego startu aby maksymalnie wykorzystać niewielką o tej porze roku długość dnia. Pierwsze loty rozpoczęły się kilkanaście minut po wschodzie słońca. Tego dnia mieliśmy uzgodnione loty zapoznawcze na dwumiejscowym, metalowym Blaniku z polskim instruktorem. Jako pierwszy zająłem przednią kabinę Blanika pamiętając o bardzo mocnym dopięciu pasów, ze względu na możliwość silnej turbulencji rotorowej podczas holu do strefy noszeń falowych. Do dyspozycji były dwie holówki: poczciwe czeskie Zliny 142 oraz 226. Hol do strefy pierwszej fali, czyli w rejon miasta Jesenik trwał kilkanaście minut. Po drodze nie zabrakło silnej turbulencji wymagającej intensywnej pracy sterami, co jednak nie jest regułą, ponieważ kolejne hole, które wykonaliśmy, były spokojne. Zapewne zależy to od ścieżki lotu wybranej przez holownika, oraz układu rotorów na trasie holu. Jednakże należy brać pod uwagę możliwość wystąpienia "atrakcji" w postaci np. gwałtownego uderzenia głową w limuzynę, co zdarzyło mi się w pierwszym locie, pomimo solidnego dopięcia pasów plecowych. Po wyczepieniu na wysokości około 1400 AMSL w rejonie pomiędzy miejscowościami Jesenik i Domasov, nawiązaliśmy kontakt z falą o noszeniach rzędu 1-1.5 m/s i zaczęliśmy systematycznie nabierać wysokości. Instruktor zapoznał mnie z rejonem występowania noszeń falowych oraz taktyką lotów i charakterystycznymi punktami pasma gór Jesioników. Generalną zasadą jest nie pozwolić aby silny wiatr zepchnał szybowiec na zawietrzną noszeń falowych, co może skutkować znalezieniem się w strefie rotorów lub na większej wysokości wchłonięciem przez chmurę soczewkową.

Charakterystycznymi punktami pasma Jesioników pozwalającymi utrzymać się mniej więcej w stałym rejonie są: schronisko na szczycie Szerak, stacja narciarska na sąsiednim szczycie z charakterystyczną serpentyną drogi dojazdowej, oraz wieża nadajnika na szczycie Pradziad. Przy wiatrach z kierunków południowo-zachodnich, latanie równolegle do linii łączącej te punkty pozwala znajdować się w strefie noszeń. Strefa ta oczywiście przesuwa się w zależności od warunków w danym dniu oraz od wysokości. W sytuacjach awaryjnych, gdy nie uda sie nawiązać kontaktu z falą lub utraci się kontakt na niedużej wysokości, pozostaje do dyspozycji lądowisko awaryjne w miejscowości Bukovice pod Jesenikiem.

Mój lot zapoznawczy trwał około 1.5 godziny. W tym czasie zdobyliśmy wysokość 4700m AMSL. Tego dnia warunki do przelotów na fali były znakomite. Pasmo chmur soczewkowych rozciągało się od widocznych na południowym wschodzie Tatr, az do Karkonoszy i dalej. Wielu przybyłych pilotów wykonało długie przeloty. Rekordem dnia był przelot ponad 860 km wykonany na Ventusie 2. Bariera 1000 km nie została pokonana z powodu późnego startu czeskiego pilota. Niemało wrażeń dostarczyło lądowanie. Zejście do wysokości kręgu odbyło się w rejonie lotniska w silnym rotorze do wysokości około 400m QNH, po czym po wykonaniu niewielkiego "esa" weszliśmy na prostą, cały czas w dość mocnej turbulencji. Latanie w takich warunkach jest nowością dla pilotów na codzień latających na nizinach przy wiatrach nie przekraczających 12 m/s i niewątpliwie daje wiele cennego doświadczenia.

Po wylądowaniu, moje miejce w kabinie zajał Waldek i wystartował do lotu zapoznawczego z instruktorem. W międzyczasie w powietrzu był już Leszek na szybowcu PW-5. Była to jego druga wizyta na miejscowym lotnisku, dlatego nie musiał wykonywać lotu zapoznawczego i wystartował do próby zdobycia warunku "diamentowego" do odznaki szybowcowej.

O tej porze roku i przy osiąganych wysokościach podstawową sprawą jest odpowiedni ubiór. Silny wiatr i temperatura kilku stopni na płycie lotniska mogła powodować wychłodzenie już na ziemi, dlatego tym większe znaczenie ma odpowiednie zabezpieczenie przed wpływem zimna podczas lotu na wysokości kilku tysięcy metrów. Niezbędne są dobre buty oraz kilka warstw ubrań i porządna kurtka ,a także grube rękawice. Przydały się pożyczone od kolegi buty tzw. śniegowce. Przy okazji podpatrzyliśmy u innych pilotów przydatne patenty np. elektryczne podgrzewacze do butów lub ocieplane spodnie zapinane na zamki błyskawiczne, zakładane bezpośrednio przed lotem bez konieczności zdejmowania butów.

Po niecałych trzech godzinach lotu Leszkowi udało się uzyskać wysokość prawie 7300m AMSL i tym samym uzyskać diamentowe przewyższenie do odznaki szybowcowej. Tak więc sukces już pierszego dnia pobytu zapowiadał, że wyjazd będzie udany. Po wylądowaniu zamieniliśmy wyczerpaną butle z tlenem na świeżą i tuz po godzinie 13 wystartowałem do próby przewyższenia. Tym razem lot na holu był bardzo spokojny, niczym nie różnił się od standardowego holu na termikę. Trochę turbulencji na rotorze pierwszej fali i tuż po jego przejściu i wyczepieniu na wysokości około 1600m AMSL zacząłem nabierać wysokości w spokojnym noszeniu falowym. Noszenie zmieniało się w zależności od rejonu w zakresie od 1 do 2 m/s. Lot był bardzo komfortowy, dobra widzialność i niewielkie pokrycie nieba w początkowej fazie umożliwiały dobrą orientację i swobodne wyszukiwanie rejonu najsilniejszego wznoszenia. Jednakże wraz ze wzrostem wysokości oraz po założeniu maski tlenowej na wysokosci 4400m AMSL, która utrudniała swobodne ruchy, coraz trudniej było znaleźć i utrzymać się w silnym noszeniu. Okresowo spadało ono do 0,5-1 m/s co wydłużało czas niezbędny do uzyskania wymaganej wysokości. Dodatkowym problemem było trudne do usunięcia oszronienie kabiny, znacznie utrudniające widzialność na zewnątrz. Bardzo przydatna okazała się orientacja wg wcześniej opisanych punktów charakterystycznych pasma Jesioników. Na 6000m po wyjściu ponad pasmo soczewek i utracie kontaktu wzrokowego z lotniskiem noszenie spadło i należało przemieścić się pod wiatr w celu odnalezienia strefy silniejszych wznoszeń. Na tej wysokości jednak nie udało się już znaleźć nic ponad 1 m/s. Po wejściu na 6600m AMSL czyli teoretycznym osiągnięciu przewyższenia 5000m ale bez koniecznego zapasu, noszenie spadło do 0. Dodatkowo pojawiły się kłopoty z instalacją tlenową, która najwyraźniej zaczeła zamarzać, co utrudniało oddychanie, oraz jak się później okazało miała prawdopodobną nieszczelność - wobec zbliżającego się zachodu słońca i braku perspektywy znalezienia silnego wznoszenia umożliwiającego uzyskanie zapasu wysokości - zdecydowałem o zejściu na bezpieczną wysokość i zakończeniu lotu. Jak się później okazało, do przewyższenia zabrakło mi 17 metrów, a po uwzględnieniu poprawki wysokości rejestratora zaledwie 3 metry (!). Jednakże nawet gdyby przewyższenie udało się uzyskać, nie zostałoby ono uznane z powodu omyłkowo błędnie wpisanej deklaracji szybowca w rejestratorze. Pomimo "pewności" przed lotem ,że wszystko jest właściwie uzupełnione, okazało się ,że jednak nie jest. Stąd wniosek na przyszłość, że warto sprawdzić poprawność deklaracji dwa razy przed wybieraniem się na lot warunkowy.

Dwugodzinny lot dostarczył sporo nowych wrażeń i o dziwo nie doznałem wychłodzenia, którego doświadczył wczesniej Leszek. Pomogły w tym porządne buty z "misiem", większe o 2 rozmiary, oraz niezbyt długi czas przebywania powyżej wysokości 6000m. Niewątpliwie w trudniejszych warunkach, gdy jest konieczność dłuższego nabierania wysokości diamentowej, niezbędne mogą się okazać "wspomagacze" w postaci elektrycznego lub chemicznego podgrzewania butów.

Następny dzień obudził nas pogorszeniem pogody. Niebo w dużej częsci było przykryte chmurami niskimi i średnimi, a siła wiatru znacznie zmalała w stosunku do dnia poprzedniego. Okazało się jednak, że nie jest to dla miejscowych pilotów powód do zmiany zwyczajów, gdyż jeszcze przed świtem pierwszy szybowiec znalazł się na pasie w kolejce startowej. Tak więc po pobudce o 5.30 i krótkim śniadaniu montowaliśmy szybowiec na tyłach kolejki startowej oczekując na dalszy rozwój sytuacji. W miare upływu dnia wiatr zaczął się nasilać, a pokrycie nieba chmurami malało. Rozpoczeły się hole, trochę nietypowe, gdyż holówka nabierała wysokości w rejonie lotniska i dopiero wtedy lotem pod wiatr zespół kierował się w rejon fali. Celem tych manewrów było uniknięcie bezpośredniego lotu w kierunku pasma Jesioników, w dużej części przykrytego niskimi chmurami. Po krótkim okresie niepewności czy startować, otrzymaliśmy komunikat od latających już Jantarów, że warunki poprawiają się i zapowiadają się dobrze. Tym razem kolejka przypadła na Waldka, tak więc po przygotowaniu szybowca zajał miejsce w kabinie i wystartował do próby zdobycia przewyższenia. Pogoda cały czas poprawiała się, było coraz więcej słońca a dolne zachmurzenie na paśmie gór rozmywało się. Po wyholowaniu na 2000m AMSL co było dość dużą wysokością jak na lot warunkowy, ale w tym wypadku ze względu na warunki, niezbędną - wykonał przeniżenie do 1500m AMSL, co znacznie zwiększało szanse na uzyskanie diamentu. Lot był komfortowy jeśli chodzi o aparaturę tlenową, ponieważ udało się pożyczyć od kolegi z gliwickiego aeroklubu instalację tlenową systemu EDS, która swą niezawodnością i wygodą użytkowania znacznie przewyższała posiadaną przez nas aparaturę. W blisko 4-godzinnym locie Waldkowi udało się uzyskać wysokość prawie 6300m AMSL oraz przewyższenie prawie 4750m. Niestety nie wystarczyło to do uzyskania przewyższenia diamentowego, ale warunek do złotej odznaki szybowcowej został zdobyty. Tego dnia warunki najwyraźniej nie pozwalały uzyskać większych wysokości. Pomimo zgłaszanych silnych noszeń na wysokościach powyżej 6000m, nikt tego dnia nie osiągnał większego pułapu. Jednak zbliżający się zachód słońca, utrudniające orientację oszronienie kabiny oraz znaczne wychłodzenie organizmu zmusiły Waldka do zakończenia lotu na tym etapie.

Kolejny dzień przyniósł niestety znaczne pogorszenie pogody. Pełne pokrycie nieba pomimo silnego wiatru uniemożliwiało wykonywanie lotów. Prognozy pogody zapowiadające opady deszczu i śniegu nie zachęcały, dlatego większość pilotów zaczęła się rozjeżdzać do domów. Także my zdecydowaliśmy, ze kilkudniowe oczekiwanie z perspektywą ewentualnego jednego dnia lotnego nie ma sensu i po rozliczeniu kosztów zakwaterowania i latania zdecydowaliśmy się zakończyć pobyt w Jeseniku.

Podsumowując, nasz wypad okazał się owocny dzięki zdobyciu dwóch warunków wysokościowych, w tym jednego diamentu za przewyższenie 5000m. Zdobyliśmy również niemało cennego doświadczenia ,które może zaowocować przy następnych wyprawach. Analizując wnioski z wyprawy należy stwierdzić, że:

  • kluczową sprawą jest posiadanie niezawodnej instalacji tlenowej. W obecnym momencie jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się instalacja systemu EDS, która jest bardzo oszczędna i prosta w użytkowaniu. Warto byłoby mieć taką instalację w klubie, aby piloci mogli wypożyczać ją w okresie jesienno-zimowym wykonując loty na fali w Jeseniku, na Żarze, lub na innych lotniskach. Koszt takiej instalacji przy zakupie w USA to około 900$
  • znacznym ułatwieniem organizacyjnym byłoby stacjonowanie na miejscu lub w niedalekiej odległości (np. na Żarze) szybowca. W okresie dobrej pogody falowej sensowne byłoby ponoszenie kosztów hangarowania w hangarze miejscowego aeroklubu, aby oszczędzić czasu na montaż przed lotem. W pozostałym okresie szybowiec mógłby być trzymany w przyczepie. Im lepsze osiągi szybowca tym większe szanse na zdobycie przewyższenia, dzięki możliwości większej penetracji rejonu wznoszeń falowych. Najlepszym rozwiązaniem byłby więc Jantar Std, lub Junior dla mniej doświadczonych pilotów
  • optymalnym ekonomicznie i organizacyjnie rozwiązaniem byłby wyjazd maksimum dwóch pilotów na jeden posiadany szybowiec. Krótki dzień uniemożliwia wykonanie więcej niż 2 lotów, szczególnie w przypadku gdy warunki uniemożliwiają szybkie zdobycie koniecznej wysokości

Koszty pobytu w Jeseniku są nieduże, nocleg w pokoju ze wspólną łazienką to 170 CZK czyli niecałe 30 PLN. Jest dostępna kuchnia z wyposażeniem, tak więc można tanio przyrządzać własne posiłki. Największe koszty oczywiście trzeba ponieść na dojazd oraz na latanie. Minuta holu kosztuje 80 CZK; hole trwają od kilkunastu do dwudziestu kilku minut. Godzina lotu wypożyczonym szybowcem dwumiejscowym typu Blanik to 600 CZK.

Możliwe jest wczesniejsze prognozowanie wystąpienia warunków do lotów falowych, tak więc przy odpowiedniej organizacji i determinacji, nawet kilkudniowy pobyt może zaowocować sukcesem w postaci zdobycia warunków wysokościowych do odznaki szybowcowej lub przynajmniej umożliwi wykonanie interesujących lotów poza normalnym sezonem szybowcowym w pięknej i niespotykanej na nizinach scenerii.


 

 

 

 


 

 

 

 

Sekcja szybowcowa1.05.2012
Grill w sobotę

Sekcja szybowcowa19.04.2012
W sobotę składanie szybowców i latanie

Sekcja szybowcowa8.03.2012
Składanie szybowców 10 marca

 
1% podatku dla Szybowcowej Kadry Juniorów

 

Klasa lotnicza


zaplanuj sobie szkolenie lotnicze

 

 

 
    
Copyright © 1927-2011 Aeroklub Lubelski. Reklama na www . Polityka Prywatności
J.Woźniacki - code | S.Kozik - grafika | S.Kozak - webmaster